Komu fanów, komu?

Luty 17, 2014  |  Branżowe

Ostatnimi czasy całkiem modne jest kupowanie fanów (zwykle z pomocą Allegro albo eBay’a) w prezencie dla swojej konkurencji (lub nielubianej partii politycznej). O ile kupowanie sobie fanów jest jakimś pomysłem na podbicie ich liczby, o tyle warto zauważyć że w 99% pomysłem bardzo dziwnym jest ich kupowanie dla innych. A jednak jest to cały czas po prostu wykorzystanie słabości Facebooka.

Na czym polega tego typu „atak”? W końcu na pierwszy rzut oka, szczególnie kogoś spoza branży, napływ nowych fanów to coś pożądanego, prawda? Jeśli czyjaś strategia w social media bazuje tylko i wyłącznie na ilości polubień to owszem, nie ma czym się przejmować. Można nawet pobijać nowe rynki, o ile planuje się ekspansję na Indie i Turcję…

Jeśli jednak fanpage służy do komunikacji, to warto zauważyć, że algorytm Facebooka (który decyduje o tym, co widzi użytkownik), ogranicza widoczność postów od Fanpage’a do ok. 20% fanów danej strony. Oznacza to, że widzimy więcej zdjęć kotów wrzucanych przez naszych znajomych, niż przez strony, które polubiliśmy, więc dodatkowi „fani” z Turcji oznaczają, że mniej fanów z Polski zobaczy nasze wpisy. W pewnym uproszczeniu wygląda to tak:

  • strona posiada 5 tysięcy fanów, posty widzi ok. tysiąc,
  • ktoś kupuje kolejne 5 tysięcy fanów przez eBay, w sumie jest 10 tysięcy fanów, więc posty widzą dwa tysiące,
  • w tych dwóch tysiącach mogą być zarówno fani z Polski jak i kupieni, w skrajnym wypadku algorytm może pokazać treści tylko nowym „fanom”.

Jednak fakt, że część naszej wiadomości jest widziana przez fałszywe konta albo też przez osoby, które absolutnie nie są zainteresowane naszą stroną, to mniejszy problem. Można ich zawsze usunąć ręcznie (pracochłonny proces) albo też jeśli widzimy, że są to fałszywe konta (brak awatara lub awatar ze stron stockowych, pusty profil, setki polubionych stron i brak znajomych), poczekać aż Facebook sam je usunie, co zwykle trwa około miesiąca. Dodatkowym problemem jest jednak to, że fałszywi fani nie dają like’ów statusom i nie piszą komentarzy, więc wg algorytmu nasze wpisy są nudne, a ich zasięg – obcinany.

Większym problemem jest fakt, że taka akcja może odbić się na wizerunku firmy (szczególnie dotyczy to agencji reklamowych, interaktywnych), bo nigdy nie wiadomo czy „fanów” podarowała konkurencja, czy też dana agencja gra nieuczciwie. Wiąże się to z utratą zaufania ze strony klientów oraz – jeśli ktoś nagłośni temat – z falą krytyki (to tzw. kryzys, bo sprawa raczej szybko ucichnie i nie odbije się na sprzedaży).

Dlatego też warto, kiedy tylko zobaczymy podejrzany przyrost „fanów”, od razu zbadać sprawę i wydać stosowne oświadczenie, a nie bezczynnie czekać i liczyć na to, że wszystko rozwiąże się samo.

Rafał Chodzicki

Specjalista SEO i Social Media

Ostatnie wpisy Rafał Chodzicki (zobacz wszystkie)


Skomentuj

Na blogu jest moderacja komentarzy. Nie ma potrzeby kilkukrotnego komentowania.