Jak łatwo dostać ban od Google i go ominać?

Zacznijmy od tego, czym jest ban od Google. Najprościej rzecz ujmując, jest to albo całkowite usunięcie naszej witryny z wyników wyszukiwania, albo też usunięcie naszej strony z tych wyników na pewne określone frazy. Krótko mówiąc: nic przyjemnego.

Zanim weszły w życie ostatnie zmiany w algorytmie, takie „nagrody” były rozdawane tylko za nienaturalne linki, czyli spamowanie. Jak jest obecnie? Nasze kochane Google uznało, że normalne analizowanie linków i określenie, kto używa katalogów linków, a kto ma linki z blogów i innych stron, nie jest odpowiednie. Teraz każdy link dodany z zamiarem zmiany pozycji jest uważany za nienaturalny, a że Google nie wie, kto i w jakim celu dodaje linki, to praktycznie każdy link jest uznany za nienaturalny. Z kolei powiadomienia o nienaturalnym linkowaniu pojawiają się w panelach szybciej, niż grzyby w lasach po deszczu.

Odpowiadając na nieśmiertelne „jak żyć?”, można zauważyć dwie kwestie:

1. Dobra optymalizacja strony była, jest i będzie podstawą jakichkolwiek działań SEO, niezależnie od tego, co dzieje się z linkami. Poprzez optymalizację strony mam na myśli również przyjazność dla użytkownika, możliwość otwarcia jej na różnych urządzeniach (telefon, tablet, różne rodzaje systemów operacyjnych), czy intuicyjną nawigację.

2. Kierowanie ruchu z innych źródeł, niż wyniki wyszukiwania Google. Poza wyszukiwarką Google istnieją inne, do tego dochodzą sieci społecznościowe z Facebookiem na czele.

Warto zauważyć, że stare metody SEO przestały już z pewnością być skuteczne. Oznacza to nie tylko zmiany dla osób, które się tym zajmują zawodowo, ale też dla ich klientów. W końcu bycie wysoko w wynikach wyszukiwania jest tylko narzędziem do uzyskania ruchu na stronie, niezależnie od tego, czy sprzedajemy nasze towary i usługi przez internet. Dlatego warto rozważyć wygodniejszy model rozliczeń, choćby za ruch, czy konkretne akcje użytkownika. Metody te, mimo że nie są najpowszechniejsze w Polsce, to cieszą się popularnością w innych krajach, szczególnie w USA, jako idealne rozwiązanie dla obu stron – reklamodawcy i użytkownika. Płacisz tylko za realne efekty, nie zaś za pozycję. Dla firmy pozycjonującej zaś jest to możliwość nie tylko uniezależnienia danej strony od aktualizacji Google, ale też znacznie szerszych możliwości, jeśli chodzi o promowanie strony.

Obecnie ryzykowne jest uzależnianie swojej strony internetowej, a więc również swojego biznesu, od zmian w algorytmie Google, na które nikt nie ma wpływu. Jeśli sprzedajemy przez internet lub po prostu korzystamy ze strony internetowej jak z wizytówki, to warto zauważyć, że spadek pozycji – a co za tym idzie również ruchu – przełoży się na mniejsze zyski. Dywersyfikacja źródeł ruchu pozwala na zachowanie jego płynności, nawet kiedy w jednym ze źródeł pojawią się zmiany, do których będzie trzeba się dostosować. Łatwo to zobrazować na przykładzie sklepiku, do którego prowadzi tylko jedna droga: kiedy są na niej roboty drogowe, które mogą potrwać dowolną ilość czasu, większość klientów nie dojedzie i wybierze konkurencję. Drugi sklepik leży na skrzyżowaniu kilku dróg i nawet, jeśli na jednej z nich trwa remont, to z łatwością można się tam dostać inną. Te drogi to właśnie różne źródła ruchu, które prowadzą do sklepiku – naszej strony.

Warto korzystać z różnych źródeł ruchu, szczególnie dlatego, by nagle nie odkryć, że nikt nie może do nas trafić.

Rafał Chodzicki

Specjalista SEO i Social Media

Ostatnie wpisy Rafał Chodzicki (zobacz wszystkie)


Skomentuj

Na blogu jest moderacja komentarzy. Nie ma potrzeby kilkukrotnego komentowania.