Integracja

Notka z gościnnym udziałem Szczepana, jak ktoś chce to tu jest cała notka jego autorstwa. Całość traktować z przymrużeniem oka.

Plan wycieczki, w ogólnym zarysie był prosty. Jedziemy do Pobierowa w piątek, prosto z biura. Na miejscu, grill, plaża, włóczenie się po mieście. Sobota na sportowo, czyli wycieczka do Niemiec na rowerach (z Świnoujścia, jakby nie było, z Pobierowa byłoby ciut za daleko). A niedziela znów plaża, włóczenie się i ogólne zbieranie do domu.

Co do piątku, posłużę się cytatem

Trasa bez przygód obyć się nie mogła. Kierowca z tylko sobie wiadomych względów przegapił zjazd z S3 i pomknął na Wolin. Gdy się zorientował zaczął zawracać na środku drogi, a złośliwość rzeczy martwych już zrobiła co do niej należało. Bus stanął z dupą wystawioną na ataki nadjeżdżających. Próby odpalenia maszyny na nowo nie przynosiły żadnego skutku. Informatyczna myśl mówiąca, że jeśli coś nie działa, należy to najpierw wyłączyć i ponownie uruchomić nakazała nam po prostu wysiąść i wsiąść. O dziwo zadziałało.

Na miejscu wszystko przeszło do działania zgodnie z planem. Szczegółów nie ma co opisywać, są w notce do której link jest na wstępie. Dlatego przejdźmy do soboty. W odróżnieniu od Szczepana byłem w grupie: „Jesteśmy twardzi, jedziemy”. Droga do Niemiec (trasy można zobaczyć na naszym fanpage), była miła, lekka i przyjemna. Z racji różnego tempa jazdy podzieliśmy się na dwie grupki, jedną która jechała szybko i drugą która powoli i spokojnie, niczym James May, podziwiała widoki. W sensie budownictwa. Wszystko szło gładko. Dotarliśmy do Albeck bez większych problemów, nikt nie został, nikt się nie zgubił. Z racji żartów na temat słownika z czasów powstania większość rozmów tyczyła się tego kto ma komu oddać granaty. W Heringsdorf była przerwa na kąpiel, nieco smażenia się i podziwiania pięknego, podgrzewanego morza (kolejne przejawy naszej twórczości). Następnie Tomek, jako nasz przewodnik, ustalił trasę. W końcu co może pójść nie tak, kiedy jedzie się nieco na czuja?

Byliśmy zmęczeni, że tak to ujmę, a nagle odkryliśmy że nie tylko jesteśmy wśród pól (i na jednej plantacji truskawek) ale też jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. W dodatku trasa było pod górę i po piachu a rowery były miejskie. Nasze morale nie spadały zbyt mocno (wizja pizzy i piwa była główną siłą napędową). Zdjęcia z tej części wycieczki wyglądają jakbyśmy zrobili maraton, ale cóż, sen nie był czynnością której poświęcaliśmy zbyt wiele czasu na wyjeździe. Jednak cel udało się zrealizować, obyło się bez kontuzji zaś jak widać na zdjęciach w Świnoujściu znów się wszyscy znaleźliśmy. Powrót busem był z postojem na zobaczenie budowy gazoportu. Cytat jaki opisuje naszą reakcję to klasyczne „mają rozmach s……..ny”. Kierowca uznał, że z racji postoju trzeba pobić rekord szybkości.

Wieczorne ognisko pomijam, nie ma co powtarzać.

Niedziela była spokojna. Część wybrała plażę, część łażenie po mieście w celu zakupu pamiątek/kawy. Można powiedzieć, że w końcu można było odpocząć po wypoczynku. W racji szukania siebie, zakupu książek i innych rzeczy się rozleźliśmy po całości Pobierowa. Dzięki temu ja i Arek dotarliśmy na samym końcu na miejsce wyżerki. Powrót, w odróżnieniu od trasy do Pobierowa (i bicia rekordów prędkości przez kierowców do i z Świnoujścia), był niezwykle spokojny.

Pytanie teraz kiedy kolejny wypad?

Rafał Chodzicki

Specjalista SEO i Social Media

Ostatnie wpisy Rafał Chodzicki (zobacz wszystkie)


Skomentuj

Na blogu jest moderacja komentarzy. Nie ma potrzeby kilkukrotnego komentowania.