Google Tango

Jest piątek, człowiek siedzi sobie w pracy, spokojnie idąc od jednego zadania do drugiego, tak aby weekend był spokojny. W końcu, nawet przy mej manii śledzenia SERP i wyników stron na FB, czasami trzeba odpocząć. I po prawej stronie, na dole, gdzie się pojawiają powiadomienia wszelkiej maści, pojawia się mi informacja, że na Google Plus jest nowy temat. W większości wypadków nie przejmuję się tym, mam co robić jak to się mówi. Tyle, że w nagłówku było o skaczących wynikach. Szybkie zerknięcie i faktycznie, mamy jak to się mówi, problem. Google uznało, że skoro jest piątek to czas na małą imprezę. I to było party hard.

Dla tych, którzy nie wiedzą na czym polega niesławny taniec Google, krótka definicja: kiedy następuje aktualizacja algorytmu dochodzi do pomieszania wyników. Po części z powodu samej zmiany algorytmu, a po części z powodu tego, że najpewniej aktualizacja zachodzi serwer po serwerze i raz mamy wynik według „starych zasad” a raz według „nowych zasad” co dodaje nieco radości do całej sytuacji. Czyli dla totalnych laików, gracie w pokera a tu nagle ktoś wyjmuje zasady do bierek, a karty zmienia na żelki. W sumie to dobrze oddaje sytuację.

Wracając do weekendu, to w domu już śledziłem wieści od innych osób w branży. Informacje te były na pierwszy rzut oka nie tak bardzo złe, niektóre strony poleciały w dół, niektóre w górę, większość potańczyła i wróciła na pierwotną pozycję. Czyli delikatnie mówiąc, nie jest źle. Oczywiście istnieje niezwykle ważne Prawo Farnsdicka (wydarzenia przechodzą ze złych w tragiczne, po czym proces ten cyklicznie powtarza się), które ma zastosowanie zawsze i w każdych możliwych warunkach. I nagle okazało się, że pierwsza diagnoza „to tylko kosmetyczne zmiany” nie ma dalszej racji bytu. Brak jakiejkolwiek logiki w tym co się dzieje, lecą i nowe i stare strony, te które były pozycjonowane, te które były nieruszone, duże i małe. Po prostu chaos. Większość uznała, że jedyne co można zrobić to odłączyć się od Internetów i przeczekać, albo się osiwieje (cóż, teraz wiecie po co mi kapelusz). Nie jestem jakimś wybitnym znawcą wszystkich zagadnień związanych z SEO, nie zamierzam robić z siebie alfy i omegi, ale liczyłem że uda się określić choćby jakiejś niewielkie zasady.

Jedyne czego jestem w miarę pewny to frazy z literówkami, czyli Panda i walka z kiepską treścią. Reszta to już absolutna loteria, bo na tym polega różnica między tańcem Google a normalną aktualizacją algorytmu. W drugim wypadku widzimy, że na przykład strony bez alt przy każdym zdjęciu lecą na łeb, poprawiamy to i wszystko powoli wraca do normy. Przy tańcu siedzimy i patrzymy. Bo zasadniczo to na razie nie ma jakiejkolwiek teorii, która trzyma się kupy. Była jedna, że strony które były pozycjonowane, jednak ona padła. Pojawiła się też, że w górę idą strony, które są duże, a małe lecą, tylko że z tego co widzę to u mnie właśnie małe strony trzymają się dzielnie, nie spadają, nie lecą na łeb, na szyję, tylko siedzą (niektóre) gdzie siedziały i odmawiają jakiegokolwiek ruchu. Ba, jedna strona na połowie fraz poszła w górę a na połowie w dół.

Na zakończenie, taka drobna myśl, walka z algorytmem Google podlega pod Prawa Ginsberga:

- nie możesz wygrać

- nie możesz zremisować

- nie możesz nawet wycofać się z gry.

A na osłodę piątkowy odcinek z naszego kanału.

 https://www.youtube.com/watch?v=ezzK2h6tgq8

Rafał Chodzicki

Specjalista SEO i Social Media

Ostatnie wpisy Rafał Chodzicki (zobacz wszystkie)


Skomentuj

Na blogu jest moderacja komentarzy. Nie ma potrzeby kilkukrotnego komentowania.