Być hitem

Co jakiś czas pewne rzeczy w Internecie deklasują inne. Czasami jest to zdjęcie kota z miną, którą mogę opisać tylko jako wybitnie zdegustowaną i obrażoną. Jakby w coś wdepnął i to coś nie było niczym przyjemnym. Innym razem jest to nieco pulchny Koreańczyk śpiewający o dzielnicy Gangnam w Seolu i tamtejszych zwyczajach. A w jeszcze innym wypadku jest to człowiek, który sprawdza co się stanie jak spróbuje odtworzyć reklamy na żywo, wliczając w to przyklejenie się super-klejem do sufitu.

W sumie to podałem kilka jedynie hitów ostatnich tygodni. Istnieją dwa wytłumaczenie tego, czemu pewne „memy”, rozumiane możliwie szeroko, stają się hitami a inne mają mniej kliknięć niż szympans na wrotkach. Pierwsze to masa naukowych terminów z nauk społecznych na temat teorii memów i wirusowatości kultury. Ogólnie, mówiąc po ludzku, każda „idea” nieważne czy to jest Generalna Teoria czy zdjęcie obrażonego kota, jest bytem kulturowym i potencjalnie może się roznosić jak grypa (wyjątkowo modna w tym sezonie). Teoria prosta, miła i przyjemna, więc nie trzeba zbytnio nad nią debatować. Z drugiej strony, odpowiedź na pytanie czemu pewnym wirusom się udaje, a pewne umierają śmiercią tragiczną to temat na długi i poważny wywód, w dodatku z terminami, które nie do końca są jasne. W skrócie, im coś szybciej się przenosi, tym większa szansa, że będzie trwać dłużej, bo zdąży zarazić więcej osób.

Teoria druga wynika z czegoś bardziej prostego. Ludzie, ogólnie rzecz biorąc, lubią się śmiać, odpoczywać. A wszelkiej maści „memy” są w tym wypadku odpowiednikiem dobrej reklamy. Po prostu można je łatwo przekazać dalej, same się sprzedają. Hm, znów mam skojarzenie z grypą, wybaczcie. Wracając do teorii marketingowej: reklamy, aby być skuteczne muszą być widoczne. „Memy”działają na odwróconej zasadzie. Z drugiej strony, część z nich to fragmenty kampanii reklamowych albo wręcz reklamy, które są tak kreatywne/głupie (zdarza się, że jedno i drugie), że ludzie oglądają je z własnej woli. Praktycznie mówimy tu o złotym runie, koronie, Graalu czy jak kto chce to zwać, każdego marketingowca. Tworzysz reklamę, która sama się roznosi, sama promuje, sama przynosi dochody. Eh, pomarzyć zawsze można.

Co można z takowymi rzeczami zrobić? Zasadniczo to niewiele, wszak same z siebie istnieją, a to która stanie się kolejnym hitem, często jest zaskoczeniem dla samego twórcy. Owszem, jest to zaskoczenie całkiem miłe, szczególnie jeśli idą z nimi pewne środki na prowadzenie kanału, w ramach partnerstwa z YouTube. Czy można to praktycznie wykorzystać? Oczywiście, że tak! Tylko, że nikt nie umie przewidzieć, co wyjdzie. Taki drobny szczególik.

Rafał Chodzicki

Specjalista SEO i Social Media

Ostatnie wpisy Rafał Chodzicki (zobacz wszystkie)


Skomentuj

Na blogu jest moderacja komentarzy. Nie ma potrzeby kilkukrotnego komentowania.