Archive for Wrzesień, 2013

Jak łatwo dostać ban od Google i go ominać?

Zacznijmy od tego, czym jest ban od Google. Najprościej rzecz ujmując, jest to albo całkowite usunięcie naszej witryny z wyników wyszukiwania, albo też usunięcie naszej strony z tych wyników na pewne określone frazy. Krótko mówiąc: nic przyjemnego.

Zanim weszły w życie ostatnie zmiany w algorytmie, takie „nagrody” były rozdawane tylko za nienaturalne linki, czyli spamowanie. Jak jest obecnie? Nasze kochane Google uznało, że normalne analizowanie linków i określenie, kto używa katalogów linków, a kto ma linki z blogów i innych stron, nie jest odpowiednie. Teraz każdy link dodany z zamiarem zmiany pozycji jest uważany za nienaturalny, a że Google nie wie, kto i w jakim celu dodaje linki, to praktycznie każdy link jest uznany za nienaturalny. Z kolei powiadomienia o nienaturalnym linkowaniu pojawiają się w panelach szybciej, niż grzyby w lasach po deszczu.

Odpowiadając na nieśmiertelne „jak żyć?”, można zauważyć dwie kwestie:

1. Dobra optymalizacja strony była, jest i będzie podstawą jakichkolwiek działań SEO, niezależnie od tego, co dzieje się z linkami. Poprzez optymalizację strony mam na myśli również przyjazność dla użytkownika, możliwość otwarcia jej na różnych urządzeniach (telefon, tablet, różne rodzaje systemów operacyjnych), czy intuicyjną nawigację.

2. Kierowanie ruchu z innych źródeł, niż wyniki wyszukiwania Google. Poza wyszukiwarką Google istnieją inne, do tego dochodzą sieci społecznościowe z Facebookiem na czele.

Warto zauważyć, że stare metody SEO przestały już z pewnością być skuteczne. Oznacza to nie tylko zmiany dla osób, które się tym zajmują zawodowo, ale też dla ich klientów. W końcu bycie wysoko w wynikach wyszukiwania jest tylko narzędziem do uzyskania ruchu na stronie, niezależnie od tego, czy sprzedajemy nasze towary i usługi przez internet. Dlatego warto rozważyć wygodniejszy model rozliczeń, choćby za ruch, czy konkretne akcje użytkownika. Metody te, mimo że nie są najpowszechniejsze w Polsce, to cieszą się popularnością w innych krajach, szczególnie w USA, jako idealne rozwiązanie dla obu stron – reklamodawcy i użytkownika. Płacisz tylko za realne efekty, nie zaś za pozycję. Dla firmy pozycjonującej zaś jest to możliwość nie tylko uniezależnienia danej strony od aktualizacji Google, ale też znacznie szerszych możliwości, jeśli chodzi o promowanie strony.

Obecnie ryzykowne jest uzależnianie swojej strony internetowej, a więc również swojego biznesu, od zmian w algorytmie Google, na które nikt nie ma wpływu. Jeśli sprzedajemy przez internet lub po prostu korzystamy ze strony internetowej jak z wizytówki, to warto zauważyć, że spadek pozycji – a co za tym idzie również ruchu – przełoży się na mniejsze zyski. Dywersyfikacja źródeł ruchu pozwala na zachowanie jego płynności, nawet kiedy w jednym ze źródeł pojawią się zmiany, do których będzie trzeba się dostosować. Łatwo to zobrazować na przykładzie sklepiku, do którego prowadzi tylko jedna droga: kiedy są na niej roboty drogowe, które mogą potrwać dowolną ilość czasu, większość klientów nie dojedzie i wybierze konkurencję. Drugi sklepik leży na skrzyżowaniu kilku dróg i nawet, jeśli na jednej z nich trwa remont, to z łatwością można się tam dostać inną. Te drogi to właśnie różne źródła ruchu, które prowadzą do sklepiku – naszej strony.

Warto korzystać z różnych źródeł ruchu, szczególnie dlatego, by nagle nie odkryć, że nikt nie może do nas trafić.

Dane? Jakie dane?

Jednym z najważniejszych zagadnień w optymalizacji jest możliwość sprawdzenia pod jakimi frazami jest wyszukiwana nasza strona. Pozwala to ustalić, na jakie frazy warto się pozycjonować i na jakie słowa warto zakupić reklamę AdWords.

Niestety w ciągu ostatnich tygodni Google, mające ponad 95% udziałów w polskim rynku wyszukiwarek, zwiększyło udział wyniku „not provided” do okolicy 70% wszystkich prezentowanych słów kluczowych. Jakie są tego przyczyny? Jeśli używacie Firefoxa w wersji 14 i wyższej i jesteście (lub przed chwilą byliście) zalogowani do którejkolwiek z usług Google (Gmail, YouTube, Dokumentów Google, Analytics, AdWords), to wszystko co wpisujecie w wyszukiwarkę będzie potraktowane jako „not provided”. Oznacza to, że pozycjoner nie posiada informacji, które słowa kluczowe są najważniejsze.

W Google AdWords podawane są dane dla wszystkich słów kluczowych, które były użyte do wyświetlenia naszej reklamy, jednak nie zmienia to faktu, że dalej brak jest podstawowej informacji na temat tego, pod jaką frazą najczęściej użytkownicy nas szukają. Posłużę się prostym przykładem: Eppearance zajmuje się nie tylko tworzeniem stron internetowych, ale też szeroko pojętym e-commerce. Nasze „główne” słowo kluczowe z Analytics to oczywiście „not provided”, przez co nie wiemy, czy najczęściej jesteśmy wyszukiwani jako „agencja interaktywna”, „strony www”, „jak zrobić stronę www”, „komu zlecić wykonanie strony www”, „co to jest e-commerce”, czy dowolne inne – powiązane mniej lub bardziej z naszą firmą – wyrażenia. Przez to nie wiemy też dokładnie, kto nas wyszukuje: czy osoby szukające pracy w branży, czy właściciele małych i średnich firm, czy też osoby prywatne, które chcą otworzyć sklep internetowy. Wszystkie te informacje wnioskujemy z zapytań, jakie trafiają do firmy.

Co z biznesami, które nie mają tej opcji? Załóżmy, że posiadamy szkołę jazdy i wykupiliśmy reklamy na odpowiednie frazy, na nie też jesteśmy pozycjonowani. Jednak z racji „not provived” nie wiemy czy użytkownicy, którzy odwiedzają nasza stronę nie szukają na przykład miejsca, które oferuje nie tylko prawo jazdy kategorii B, ale również A. Nasza podstawowa fraza to „prawo jazdy kat. B”, jednak wiele osób może wpisywać „prawo jazdy kat B i A”, co będzie skutkowało tym, że trafią na naszą stronę, a następnie wyjdą, widząc że nie mamy oferty, która ich interesuje.

Gdyby wszystko było „po staremu” (czyli bez „not provived” na poziomie 70%, a dla niektórych stron nawet 90%), to – trzymając się podanego wcześniej przykładu – mielibyśmy dane mówiące nam, czy warto zainwestować w zakup motocykli do nauki, co skutkowałoby rozwojem firmy. Przykłady można mnożyć i mnożyć.

Oczywiście dla osób, które zawodowo zajmują się pozycjonowaniem, ta sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Nie posiadamy jednego z najważniejszych narzędzi, nie jesteśmy w stanie określić tego, na które podstrony użytkownicy wchodzą w jakim celu (i przykładowo dodać tam cennika albo formularza kontaktowego, aby zwiększyć sprzedaż). Google rozdaje karty, ale od jakiegoś czasu wartość większości z nich jest zamazana markerem.

Nowe funkcje na Facebooku

 

 

Poza zademonstrowaną opcją umieszczania wpisów z Facebooka poza nim, niebawem czekają nas również wspólne albumy. Na czym ma polegać ta funkcja?
Najprościej rzecz ujmując: będziemy mogli wskazać, kto może – poza nami – dodawać zdjęcia do albumu. W ten sposób zamiast szukać zdjęć z wypadu na kajaki w profilach wszystkich obecnych, będziemy mogli po prostu zrobić jeden zbiorczy album i wrzucać zdjęcia wspólnie. Dokładna data wprowadzenia funkcji nie została jeszcze podana, natomiast trwają jej testy przez wybranych użytkowników z USA. Prawdopodobna data oficjalnego uruchomienia dla szerszego grona odbiorców to przełom 2013 i 2014 roku.
Warto jednak wspomnieć, że Facebook słynie z wielce nieprzewidywalnego wprowadzania nowinek.