Archive for Kwiecień, 2013

Czytaj co klikasz

regulaminblogCo jakiś czas człowiek chce coś wyszukać, w sumie na tym pragnieniu Google dorobiło się miliardów. Jednak warto patrzeć na to co wyszukujemy. Bo często mocno wypozycjonowane strony wcale nie są tymi, których szukamy. I nie chodzi mi tu o spam-stronki.

Dawno temu był sobie Pobieraczek. Miał bardzo ciekawy regulamin i podejście do Użytkownika, gdzie akceptując Regulamin od razu akceptowało się kilka usług płatnych. Od tego czasu określa się mianem „pobieraczki” wszelkie serwisy, które działają na tej samej zasadzie. Mała garść porad, jak uniknąć tego typu nieprzyjemności.

1. Czytać regulamin – w sumie to mógłby być jedyny punkt jaki jest nam potrzebny, jednak często w regulaminie nie ma wszystkiego, są odwołania do podstron albo inne ciekawe wybiegi (mała czcionka, bannery nad kawałkiem tekstu, informacja o płatnościach napisana słownie).

2. Patrzeć jakie dane są potrzebne do rejestracji. Jeśli rejestrujemy się na porównywarce cen, nasz adres domowy nie jest potrzebny, skoro zamówienia robimy w sklepach a nie porównywarce.

3. Sprawdzić opinie o danej stronie, najprościej wpisując nazwę strony i „oszustwo”. Nawet najlepszy PR nie jest w stanie kontrolować całości Internetu.

4. Wysłać zapytanie po co są im potrzebne nasze dane. Brak odpowiedzi może budzić podejrzenia.

5. Skorzystać najpierw z darmowej opcji testowej, jeśli mowa o serwisie płatnym. Oczywiście dokładnie sprawdzić Regulamin, w końcu wiele firm oferuje „darmowy miesiąc próbny”, który musi prowadzić do wykupienia rocznego abonamentu premium.

6. Wyjść z strony, poczekać i wrócić. Wiele rejestracji wynika z tego, że wypełniamy pola albo rejestrujemy się przez FB pod wpływem chwili.

Jak widać plan zapobiegawczy nie jest ani skomplikowany, ani trudny w realizacji. Jednak czasami warto zwrócić uwagę na to, co niby jest oczywiste, tylko po to, abyśmy potem uniknęli wezwanie do zapłaty za usługę, którą nieumyślnie wykupiliśmy. A niestety, jeśli akceptujemy regulamin to oszust jest chroniony przez prawo a nie my.

Facebook GraphSearch

Zapowiedziany dawno temu Graph Search (socjogram) od Facebooka już jest z nami. Dostałem możliwość przetestowania go i muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia, nie tyle co do samej usługi co do prywatności. Ogólnie sam Graph Search wygląda tak Wygląd Search Graphajak widać po lewej. Mamy ładne, proste ikony: Przyjaciele, Zdjęcia od przyjaciół, Pobliskie restauracje, Gry moich przyjaciół, Muzyka, którą moi przyjaciele lubią, Zdjęcia które polubiłem. Czy dalej Facebook jest skupiony na tych, których znamy. Jednak z drugiej strony jesteśmy w stanie teraz też szukać nowych osób, i to w dosyć szybki sposób. Wszystko, jak przystało na Facebooka jest spersonalizowane, więc nie da się podrzucić komuś tego, czego on sam sobie nie życzy. Oczywiście można spamować za pomocą FanPage, ale nie jest to zbyt sensowne. W każdym bądź razie, możemy oczywiście ustawić sobie w ustawieniach Prywatności, aby nie było nas widać.  Przynajmniej tak twierdzi Facebook, a że całość jest w ostatniej części fazy beta to z pewnością niedługo, będziemy mieli możliwość odpowiedniego zabezpieczenia się.

Wracając do samego GraphSearch, kiedy zaczniemy coś wpisywać pojawia się automatycznie podpowiedź. Jej treść zależy od tego, gdzie się uczyliśmy, pracowaliśmy, meldowaliśmy. W ten sposób możemy szybko znaleźć znajomych z którymi pracowaliśmy albo osoby, które były z nami na uczelni. Sugestie w Search graphW dodatku możemy też zobaczyć adresy miejsc albo typ miejsca (czy jest to praca, miasta, uczelnia, lokal), oczywiście wcześniej musi się pojawić na Facebook, aby ta wyszukiwarka mogła to sobie sczytać. Dodatkowo, za pomocą tab i strzałek jesteśmy w stanie szybko skorzystać z auto-uzupełniania. Wersja dla wygodnych osób. Z drugiej strony, jesteśmy w stanie nie tylko szybko znaleźć to co nas interesuje, ale też to co lubią nasi znajomi. Albo znajomi naszych znajomych, jak to ładnie określa Facebook. Dzięki temu zabiegowi możemy niejako poznawać nowych ludzi, co już zdążyło wzbudzić pewnego rodzaju kontrowersje.

Po pierwsze, teoretycznie Facebook każe dodawać nam tylko osoby, które już znamy, nie zaś zbierać znajomych jak znaczki/pocztówki/kapsle od piwa. Jednocześnie  Graph Search nie raz w wynikach dawał mi osoby, których nie mam prawa znać, z rejonów świata których nikt z moich znajomych nie odwiedzał. Po drugie, w ten sposób można za pomocą dłuższych zapytań, sprawdzić kto gdzie dokładnie przebywa. I nie musimy mieć z daną osobą żadnych znajomych czy nawet znajomych znajomych jego znajomych znajomych. Długi łańcuch z zapytaniem i sugestiamiWiele osób na pewno będzie się temu sprzeciwiać, wiele też uzna to za zwykłą funkcję. Co prawda obecnie jesteśmy w stanie też wyszukać obce nam osoby, jednak musimy wpisać ich imię, miejsce zamieszkania czy pracy i mozolnie przejrzeć wszystko, krok po kroku. A przy Graph Search wszystko jest wyłożone w postaci ładnych, dużych ikon (z zdjęć profilowych), wystarczy kliknąć aby wysłać wiadomość, dodać do znajomych czy wejść w czyjś profil. Lekko, łatwo i przyjemnie.

Oczywiście, jeśli spiszemy wyjątkowo durne zapytanie albo długie to dostaniemy komunikat, że nie ma nikogo na Facebook, kto spełnia te kryteria. Przykładem niech będzie wpisanie wszystkich osób, które są w Londynie i robiły zdjęcia mi w Ugandzie (której nigdy nie odwiedziłem). Po prostu, jeśli jesteśmy nadmiernie kreatywni to nie uda się nam nikogo znaleźć. Jednak jeśli na przykład wpiszemy osoby z naszej pracy lub uczelni, które lubią jeździć na rowerze to możliwe, że uda się nam zebrać grupkę do wspólnych wycieczek rowerowych. Szukamy ludzi o wspólnych zainteresowaniachTak samo można poszukać kogoś, kto lubi podobną do nas muzykę, trunek (jak widać po prawej) czy też jadają w tej samej restauracji. Ba, można wyszukać osoby, które grają w te same gry co my i spamować w nich zaproszeniami. Ciekawi mnie jak to wszystko będzie wykorzystywane przez różnych naciągaczy albo osoby, które za dużo wolnego czasu i lubią drażnić innych (tzw trolle).

Warto zauważyć, że kiedy nasze wyszukiwanie jest zbyt szerokie to możemy je zawęzić dodając filtry. Pozwala to nie tylko na to, aby wyszukać interesujące nas osoby (na przykład osoby w stanie wolnym chodzące do naszego ulubionego klubu), ale również na to, aby wyniki wyszukiwania miały dla nas jakąś wartość. Co z tego, że znajdę wszystkich miłośników whisky w Polsce, jeśli do większości z nich dojazd będzie zbyt koszmarny, aby się z nimi spotkać?

Sama strona wyników wyszukiwania prezentuje się tak, jak widać po lewej. Duże, wyraźne (tu rozmazane, aby chronić prywatność osób, z czego faktycznie znać mogę jedną z nich)Wyniki wyszukiwania z polami do dalszego filtrowania. Ciekawą opcją która się pojawia, szczególnie jeśli szukaliśmy jakiegoś miejsca jest Odkryj coś nowego. Losowo pokazuje nam nie tylko miejsca ale też muzykę, FanPage (ciekawi mnie w jaki sposób je dobiera) czy listy osób które na przykład kończyły daną szkołę kiedy ja w niej byłem. Ba, nawet daje zdjęcia które kiedyś polubiłem i strony do nich. Czyli dalej, nie da rady robić tu żadnych podmian, a wartość like wzrasta (na 80% jest on czynnikiem, który dobiera strony, razem z tym ilu z naszych znajomych go dało).

Ważną funkcją, przynajmniej dla kogoś kto ma robione często zdjęcia i nie ma ustawionej funkcji potwierdzania tego, że jest to faktycznie ona, jest możliwość wyszukiwania zdjęć na których nas oznaczono w danym roku, miejscu czy danymi ludźmi. Wyszukiwania działa po tagach, nie po systemie rozpoznawania twarzy, więc nie ma obawy, że szef nas znajdzie na zdjęciu zbiorowym z klubu, kiedy teoretycznie byliśmy na zwolnieniu lekarskim. Wyszukiwanie zdjęćZresztą same zdjęcia są wyszukiwane za pomocą nie tylko miejsca i czasu ale też Grup na Facebooku czy dowolnych kombinacji. Oczywiście, po raz kolejny, jeśli wpisujemy niemożliwe to nie ma wyników.

Podsumowując, sam Search Graph wygląda całkiem imponująco od strony graficznej, przejrzysty i czytelny, intuicyjny w obsłudze. W obecnej formie jednak nie mogę napisać  o tym jak działa jako wyszukiwarka internetowa, bo dalej Facebook korzysta z silnika Blinga, więc nie ma tu najmniejszej zmiany. Jako wyszukiwarka społecznościowa jest jednak wyjątkowo potężnym narzędziem, pozwalającym bardzo precyzyjnie określić kogo szukamy. Oficjalny blog Facebooka mówi, że Grap Search pokazuje tylko to, co dana osoba może obejrzeć przy naszych aktualnych ustawianiach prywatności. Jak się to ma do rzeczywistości dowiemy się na pewno jakiś czas po premierze globalnej. Aktualnie można jedynie rozważać.

Spam

Jak Internet stary tak i stary jest spam. Dzisiaj w sumie nie miałem pisać ale przy sprawdzaniu poczty wyszło mi ponad 50 maili o komentarzach na blogu. Nie no, fajnie jakby były na temat, mógłbym spokojnie uznać się za osobę wpływową czy innego celebrytę, ale nie jest tak różowo. Ot, nieco spamu.

Spam, oczywiście rozumiany tu w miarę szeroko, który był moim zdaniem tylko próbką tego, czy na stronie da radę wrzucić już spam z linkami a nie tylko dziwną kłótnię. Dziwna, ponieważ nie tylko nie było linków. Cóż, jako że komentarze mamy moderowane, tak aby nie było nagle konieczności kasowania kilkudziesięciu śmieci, więc całość ataku poszło sobie w zapomnienie.

I właśnie za pomocą moderacji komentarzy można całkiem dobrze sobie z tym radzić. Zresztą zawsze można iść za ciosem i sprawdzić treść spamu. Po co? Ano dlatego, że zwykle ta treść ma unikalny ciąg znaków, który jest używany przez spamera aby zobaczyć czy spam działa. Bo raczej innego zastosowania nie widzę dla takiego śmiecenia.

Jednak bardziej mnie zastanawia celowość tego śmiecenia. Raz, że linki które są w komentarzach zwykle są domyślnie „nofollow” więc ich wartość jest praktycznie znikoma, dwa blogi nie mają jakiegoś super PageRank, więc też za silne te linki nie będą. A na koniec, treść która nie była, w tym wypadku, zmieniania przez 4 lata już tak dawno jest ignorowana przez Google, że nawet jak te linki przejdą to dadzą tyle co nic (pomijam tu już kwestię tego, że spam jest po prostu wybitnie niskim zagraniem).

Serio, większe efekty zrobi samo wygładzenie strony po meta, czy też zrobienie działu z artykułami (nie mylić z spamem), niż tłuczenie bezwartościowych komentarzy, które od paru lat wpadają sobie nie tylko w zabezpieczenia platform blogowych ale i Google.

Z drugiej strony, jak ktoś chce lecieć w dół w SERPach to nikt mu tego nie ma prawa zabronić, prawda?