Archive for Styczeń, 2013

Afterparty

Taniec Google w postaci prostej infografiki

Jak wiecie tydzień temu był dzień Tańca z Internetami. Skutki tego tańca dalej widać. I pewnie będzie widać jeszcze przez jakiś czas, ale ja dzisiaj nie o samym mechanizmie, tylko o jego skutkach.

Największą zmianą, jaką normalny człowiek widzi, jest że widzi inne wyniki. I teraz, teoretycznie, powinny być one lepsze niż poprzednie widziane, tylko że jest malutki problem. Z racji chaosu wywołanego przez pląsające serwery (profesjonalna grafika widoczna przy notce), czasami widzimy nie to co chcemy, a to co w loterii chwilowo jest na podium. Co więcej, wyniki mają taką rotację, że jeśli wchodziliśmy na jakąś stronę poprzez wyszukanie kilku fraz dla niej, to teraz możemy znaleźć ją, owszem, ale pięć stron wyników dalej. Możemy znaleźć ją również w tym dziwnym miejscu, gdzie Google pyta się czy jesteśmy człowiekiem.

Inna sprawa, przetasowanie wyników powoduje zamieszanie, które powoduje kolejne przemieszanie wyników i tak w kółko. Te kolejne tasowania nie mają nic wspólnego z tym co też robi Google, ale przez reakcję branży. Podejście do tańca jest różne, ja zwykłem nie robić nic głupiego i bez przemyślenia, więc nawet po tańcu udaje się ogarnąć wszystko co trzeba. Ale pomyślmy przez chwilę, że szukamy miejsca gdzie tanio kupimy pralkę. To taka normalna w miarę rzecz, typowe frazy i tak dalej. Normalnie, jeśli nie było tańca, widzimy te strony które są dobrze zrobione. Po tańcu, część z nich poleciała do krainy wiecznej radości czy też czyśćca piątej strony wyników. Nie ma pustych wyników, więc nie będzie tak, że na miejscu strony, która poleciała w diabły wisi karteczka „do wynajęcia”. Wisi tam inna strona, czasami na temat a czasami, w wyniku błędów w skrypcie, strona mało powiązana z tematem (frazą, której szukamy). Na przykład strona, na której ostatnia jakakolwiek zmiana miała miejsce w czasach, kiedy Facebook był drobnym projektem uniwersyteckim. I firma, którą ta strona reklamuje, upadła tak dawno, że nikt nie pamięta kiedy. Ba, czasami zamiast strony, która była jest strona która do niej odwołuje, więc jest dosyć zabawnie.

Mniej zabawnie jest wśród osób, które się zajmują tym, aby wszystko działało w miarę sensownie działało. Poprawiamy strony, wszystko według wszelkich wytycznych, lecimy w dół, w górę, w prawo i lewo. Klienci nie są zachwyceni, telefon się urywa. I co można zrobić? W końcu prawo Ginsberga obowiązuje i jest bardziej niezmienne niż powszechnego ciążenia.

Ktoś zada pytanie: skoro w wyniku tańca, w odróżnienia od normalnej aktualizacji, nic nie wiadomo, branża obrywa, to po co? Odpowiedź jest całkiem prosta, po pierwsze kiedy w końcu udaje nad tym zapanować, to jest lepiej. Po drugie, i to wygrywa zwykle, Google jest firmą komercyjną, która ma ponad 90% rynku wyszukiwarek. I żyje z reklam w nich, przez co po każdym tańcu jest wzrost sprzedaży tych reklam (co nie jest samo w sobie złe) i tak się to kręci.

W środę kolejna notka a w przyszły piątek znów będę kręcił się przed kamerą i mówił o tym, co wpływa na pozycję strony i jest poza stroną. Oczywiście, nie o wszystkich czynnikach, bo nikt ich wszystkich nie zna. Nawet Wujek Google.

Google Tango

Jest piątek, człowiek siedzi sobie w pracy, spokojnie idąc od jednego zadania do drugiego, tak aby weekend był spokojny. W końcu, nawet przy mej manii śledzenia SERP i wyników stron na FB, czasami trzeba odpocząć. I po prawej stronie, na dole, gdzie się pojawiają powiadomienia wszelkiej maści, pojawia się mi informacja, że na Google Plus jest nowy temat. W większości wypadków nie przejmuję się tym, mam co robić jak to się mówi. Tyle, że w nagłówku było o skaczących wynikach. Szybkie zerknięcie i faktycznie, mamy jak to się mówi, problem. Google uznało, że skoro jest piątek to czas na małą imprezę. I to było party hard.

Dla tych, którzy nie wiedzą na czym polega niesławny taniec Google, krótka definicja: kiedy następuje aktualizacja algorytmu dochodzi do pomieszania wyników. Po części z powodu samej zmiany algorytmu, a po części z powodu tego, że najpewniej aktualizacja zachodzi serwer po serwerze i raz mamy wynik według „starych zasad” a raz według „nowych zasad” co dodaje nieco radości do całej sytuacji. Czyli dla totalnych laików, gracie w pokera a tu nagle ktoś wyjmuje zasady do bierek, a karty zmienia na żelki. W sumie to dobrze oddaje sytuację.

Wracając do weekendu, to w domu już śledziłem wieści od innych osób w branży. Informacje te były na pierwszy rzut oka nie tak bardzo złe, niektóre strony poleciały w dół, niektóre w górę, większość potańczyła i wróciła na pierwotną pozycję. Czyli delikatnie mówiąc, nie jest źle. Oczywiście istnieje niezwykle ważne Prawo Farnsdicka (wydarzenia przechodzą ze złych w tragiczne, po czym proces ten cyklicznie powtarza się), które ma zastosowanie zawsze i w każdych możliwych warunkach. I nagle okazało się, że pierwsza diagnoza „to tylko kosmetyczne zmiany” nie ma dalszej racji bytu. Brak jakiejkolwiek logiki w tym co się dzieje, lecą i nowe i stare strony, te które były pozycjonowane, te które były nieruszone, duże i małe. Po prostu chaos. Większość uznała, że jedyne co można zrobić to odłączyć się od Internetów i przeczekać, albo się osiwieje (cóż, teraz wiecie po co mi kapelusz). Nie jestem jakimś wybitnym znawcą wszystkich zagadnień związanych z SEO, nie zamierzam robić z siebie alfy i omegi, ale liczyłem że uda się określić choćby jakiejś niewielkie zasady.

Jedyne czego jestem w miarę pewny to frazy z literówkami, czyli Panda i walka z kiepską treścią. Reszta to już absolutna loteria, bo na tym polega różnica między tańcem Google a normalną aktualizacją algorytmu. W drugim wypadku widzimy, że na przykład strony bez alt przy każdym zdjęciu lecą na łeb, poprawiamy to i wszystko powoli wraca do normy. Przy tańcu siedzimy i patrzymy. Bo zasadniczo to na razie nie ma jakiejkolwiek teorii, która trzyma się kupy. Była jedna, że strony które były pozycjonowane, jednak ona padła. Pojawiła się też, że w górę idą strony, które są duże, a małe lecą, tylko że z tego co widzę to u mnie właśnie małe strony trzymają się dzielnie, nie spadają, nie lecą na łeb, na szyję, tylko siedzą (niektóre) gdzie siedziały i odmawiają jakiegokolwiek ruchu. Ba, jedna strona na połowie fraz poszła w górę a na połowie w dół.

Na zakończenie, taka drobna myśl, walka z algorytmem Google podlega pod Prawa Ginsberga:

- nie możesz wygrać

- nie możesz zremisować

- nie możesz nawet wycofać się z gry.

A na osłodę piątkowy odcinek z naszego kanału.

 https://www.youtube.com/watch?v=ezzK2h6tgq8

Wyszukiwarka Facebook

Kojarzycie Facebooka, ciężko tego nie robić. Jednak ten rok będzie jednym z ciekawszych, jeśli chodzi o media społecznościowe. Po pierwsze Google+ szykuje ofensywę, wprowadza różne udogodnienia, choćby spersonalizowane linki do profili. Zmusza nas do używania, jeśli chcemy korzystać z Map, ale o tym było. Facebook nie jest dłużny.

Zabawa polega na tym, że do tej pory pole wyszukiwania w największej sieci społecznościowej było w sumie bezużyteczne. Zdarzyło mi się raz czy dwa szukać znajomego i nie było to ani łatwe, ani przyjemne. Raz, pojawiały się osoby, których nie znałem ale nazywali się jak szukana osoba. Dwa, wyszukanie miejsca czy fanpage było loterią. A teraz? A teraz, moi mili, czeka nas rewolucja. Wyszukiwanie za pomocą SocialGraph ma pozwolić nie tylko na wyszukanie znajomych ale też na wyszukiwanie innych ludzi, którzy lubią to co my. Bo na przykład mogę mieć natchnienie, aby otworzyć klub miłośników palenia tradycyjnej fajki albo gry w szachy na czas. Obecnie jedyna opcja to szukanie ręczne praktycznie, co jest równie efektywne co wbijanie gwoździa kapciem. SocialGraph ma to zmienić, poprzez dodanie opcji wyszukiwania m. in. „ludzi, którzy to lubią”, „ludzi, którzy byli w tym miejscu”, „zdjęć, które polubiłem” i tak dalej. Łapiecie ideę. Łatwiejsze wyszukiwanie informacji.

Jednak to połowa ciastka. Druga połowa jest z rodzynkami, bo Facebook zamierza pozwalać też sprawdzać pogodę, ceny, ogólnie udaje w miarę ogarniętą wyszukiwarkę społeczną. Jak to wyjdzie w praktyce, tego nie wiem, ale udało mi się zgłosić do testowania tej funkcji. Pewnie minie nieco czasu nim dostanę ją do rąk. Wtedy też pojawia się zrzuty ekranu i jakaś minirecenzja. Bo obecnie mamy jedynie zapowiedzi, że będzie cudnie i ja chce te cudnie zobaczyć. A widzę kilka problemów, aby cudnie było, choćby ilość wersji językowych i problemów z pisownią miast w różnych językach (London, Londyn). W każdym razie na pewno dam znać jak dopadnę SocialGraph.

I na koniec, w ramach przypomnienia w piątek powinien być pierwszy pełnoprawny odcinek, poświęcony SEO. Muszę tylko dyskretnie ukraść ładną tablicę i pisaczki.

Nowe wyzwania, nowe reguły

Czas odpoczynku minął całkiem bezpowrotnie, niestety jak zawsze po wolnym w pracy lekkie urwanie głowy, więc notka pojawia się z lekkim poślizgiem. Ale za to jest nieco większa niż zawsze! Tak na osłodzenie oczekiwania.

Jak pewnie zauważyliście wystartowaliśmy z videoblogiem. W pierwszej wersji teksty o tym, co to jest SEO, czym się różni od SEM oraz czemu posiadanie FanPage na Facebook jest ważne miały mieć swój dział na blogu ale z drugiej strony jaka w tym zabawa? Raz, że podobne teksty są dostępne po polsku, angielsku, rosyjsku, niemiecku, mandżursku oraz praktycznie w każdym języku jaki sobie zażyczycie. Za to filmiki są o tyle ciekawe, że po pierwsze pozwalają się oderwać od rutyny (w sumie to jej nie doświadczam, poza rzadkimi sytuacjami, kiedy jakieś zadanie staje się wyjątkowo malownicze) a po drugie ciekawie wzbogacają całokształt bloga. Bo ściany tekstu nie są fajne. Pierwszy pełnoprawny odcinek będzie w piątek za tydzień, o tym czym mniej więcej jest obecnie SEO. Czemu mniej więcej? Bo nabyta paranoja mówi, że Google niebawem znów pójdzie do zoo. A zoo jest złem*

Jednak to jedna z obiecanych niespodzianek. O drugiej napiszę tyle, że jak znajdę czas, aby opanować skomplikowaną technologie, to będzie bardziej kolorowo na blogu. I na pewno będzie drobna zabawa w głosowanie. Co i jak, informacje będą niebawem. Tam gdzie zawsze, czyli na naszym Facebook.

 Skupmy się teraz nieco na tym, co się dzieje, bo w końcu nie tylko my coś robimy. Google, mające oficjalnie ponad 90% rynku wyszukiwań w Polsce i około 70% na świecie robi coś wrednego. Znaczy nie, żebym wierzył w to że Google jest złe, podstępne i wredne ale ładnie widać, że Wujek umie wykorzystać sytuację, którą budował latami. Mianowicie najnowszy pomysł polega na tym, że w Mapach Google trzeba się zalogować na Google+, aby móc korzystać z wszystkich funkcji. A jak wiadomo, dzięki temu zbierane są informacje o nas i wykorzystywane przez wywiad, znaczy się do doboru reklam skierowanych do nas. Jednak zostawmy na chwilę reklamy, a skupmy się na tym nurcie. Google chce zaistnieć jako, między innymi, platforma społecznościowa.

Usługi Google są obecnie jednymi z najbardziej popularnych na świecie, od map, przez dokumenty, mail, wyszukiwanie ofert, przegląd prasy, tłumaczenie i tak dalej. Mówiąc wprost, Google wpakował kupę kasy w rozwój tych narzędzi i to nie po to, aby budować utopię, a po to, aby zarabiać. Google to firma, firmy albo zarabiają, albo upadają, innej opcji nie ma. Google do zarobku wykorzystuje reklamy AdWords, a od ich skuteczności zależy to ile Wujek zarobi. Rwanie włosów z powodu tego, że potrzebujemy konto Google do używania ich usług jest nieco przesadą, prawda?

Nie zrozumcie mnie źle, nie jest jakiś wielkim fanem Wujaszka, jednak należy pamiętać o tym, że do tej pory w sumie byliśmy traktowani bardzo delikatnie, my-użytkownicy, bo my-pozycjonerzy to obrywamy co jakiś czas z zoo.

 Na zakończenie, trafiłem na artykuł, który był zasadniczo rozważaniem, czemu niektóre firmy nienawidzą SEO. Odpowiedź jest całkiem prosta, bo poza czarnymi i białymi SEOwcami są jeszcze takie bez kapeluszy. A koniec roku, kiedy masa firm oferuje nam zniżki, myślimy o planach na Sylwestra, ewentualnym krótkim urlopie i tak dalej, to idealny czas dla wszelkiej maści oszustów. Wybaczcie, ale jeśli ktoś uważa, że za 100złotych będzie na pierwszym miejscu w wyszukiwaniach Google, to znaczy że jest to z lekka za bardzo naiwny. Oczywiście, jeśli ma stronę na temat pedicure dla chomików to chyba jest to możliwe, nie mam chomika to się nie wypowiem, jednak dla fraz gdzie jest konkurencja, nawet i mała, za sto złotych nie da się wypromować.

 No, kończę już bo mi ściana tekstu wyszła jakich mało. Mam nadzieję, że udało się dotrwać do końca i nie będzie problemu z tym.

* – Google nazywa update swego algorytmu od zwierzątek i każde nowe zwierzątko lub nowa wersja starego powoduje duże zamieszanie