Archive for Listopad, 2012

Facebook chce torcik i daje ciasteczka

Zacznijmy od początku, jak większość z Was zauważyła Facebook pozwala się reklamować na kilka sposób. Możemy kupić reklamy, które się wyświetlają po prawej albo i w osi czasu. Możemy też promować swoje posty. Jednak, bądźmy szczerzy, ilu z nas korzysta z tej opcji? Kilka osób może kliknie na stronę jakiejś firmy, której sami z siebie byśmy nie dodali do swoich ulubionych.

A torcik to jest raczej większa zabawa. Koniec końców, mówimy o rynku reklamy on-line wartym parę miliardów rocznie. Każdy z nas chce kawałek tego torcika. Bo to dobry torcik jest. Tak więc z racji tego, że ilość kliknięć jest mizerna to całość średnio działała. Jednak teraz wszystko stało się znacznie bardziej przystępne i znacznie bardziej ciekawe. Ponieważ Facebook od teraz daje ciasteczka (cookies), które po prostu sprawdzają, czy nasz klient po jakiś czasie nie wrócił na naszą stronę, której reklamę widział wcześniej. Czemu ma to znacznie? Dla nas niewielkie, koniec końców ważne, że mamy klienta. A tu psikus. Po pierwsze, nowa metoda ma wpływ na naliczanie płatności, przez co koszta kampanii nieco poszły w górę. Po drugie, ta metoda oznacza, że Facebook po raz kolejny udoskonalił swoje mechanizmy działania i znów wie o nas więcej, niż sam jest skłonny przyznać. A jaki był powód? Niektóre kampanie reklamowe miały tylko 13% procent osób, które od razu kliknęły, zaś reszta osób, które trafiły na stronę, zrobiły to po skończeniu plotkowania na Facebooku.

Dla osób, które nie do końca wiedzą jak działają reklamy na Facebooku, malutkie wyjaśnienie. Po pierwsze, są dwa typy reklam, pierwsze to klasyczne reklamy, widzimy je po prawej stronie. Możemy ustalić grono odbiorców, tu dane od Facebooka są cudne, nieocenione, ponieważ mniejsze, ale dobrze dobrane grono odbiorców pozwala nam mieć większą skuteczność a zarazem nie stracimy pieniędzy. Podam przykład, mamy firmę, która robi ostre sosy z papryczek. Facebook na podstawie osób, które lubią strony takie jak Chilli czy Jedzenie dla Masochistów, pozwala nam dobrze dobrać grupę i nie będziemy się wyświetlali tym, którzy lubią na przykład kolor czerwony (bo tak nazwaliśmy jeden z sosów). Przykład oczywiście jest lekko podkolorowany, jednak nie za bardzo. Te reklamy Facebook określa reklamami (wiem, kreatywnie). Drugim typem reklamy są promowane posty. Jak wiadomo, kiedy piszemy post czy to jako osoba, czy też jako firma, nasi znajomi/fani go widzą w swoich aktualnościach. Poprzez niewielką łapów… opłatę, może poprosić Facebooka aby nasz post trzymał się na górze Aktualności, czyli tam gdzie go widać. Przez to więcej osób go widzi, klika, sprawdza i przez to mamy nowych klientów/fanów/znajomych. Proste i logiczne. Prawie idealne narzędzie do robienia większych kampanii jednak ma parę wad. Po pierwsze, jest podpisane jako Sponsorowane, przez co wrogowie wszelkiej formy reklamy na złość na to nie kliknął. Niemniej dalej będą widzieć, a jak mówi stara zasada Internetu: what was seen cannot be unseen (w luźnym tłumaczeniu „co zobaczono nie może być odbaczone”). Druga wada jest jednak już poważna, potrzeba nam 400 osób, aby móc korzystać z tej zabawki. Co to znaczy? A to, że na początku potrzebna jest nam fajna treść, aby móc dostać fajne zabawki dla dużych dzieci.

Tak więc jak widać, Facebook stosuje prastarą zasadę: coś za coś. W tym wypadku jest to lepszy i bardziej naturalny system reklam, który wiąże się z tym, że mamy większe koszta reklamy oraz z tym, że musi mieć co reklamować. Cóż, Pierwsza Zasada w tym biznesie: graj kartami jakie masz.

Notka zero, zwana wstępną

Witamy na naszym blogu. Po pierwsze, będzie on w miarę regularnie aktualizowany nie tylko informacjami o naszych obecnych projektach ale też wieściami z branży. Chcemy, aby to miejsce na naszej stronie było również miejscem, gdzie będzie można się dowiedzieć, co też Google zmienił w swoim słynnym algorytmie, jakie dane o nas ma Facebook, jakie nowinki techniczne się pojawiają. Im większy wpływ to ma na naszą pracę lub życie tym większa szansa, że będziemy o tym pisać.

Dodatkowo co jakiś czas będziemy publikować coś mniej poważnego, czy to jako komentarz, czy rysunek. W końcu jesteśmy ludźmi, nie maszynami i lubimy się pośmiać. A praca w tej branży dostarcza wielu ciekawych przeżyć, szczególnie kiedy Google zmienia połowę zasad dla SEO albo osłona lampy sama z siebie spada. Takie drobne rzeczy pozwolą nam i Wam przetrwać do weekendu.

Tak więc witamy w kolejnym etapie rozwoju Eppearance, na naszym blogu i zapraszamy do jego lektury.